Grupa naTemat

DEPRESJA PRZEDSIĘBIORCY

Przyczyn depresji – „choroby duszy”, jest wiele. Jedną z nich jest dłużej trwające napięcie związane z trudną sytuacją osobistą lub z problemami w pracy zawodowej. Ta zaczerpnięta z internetu definicja skłania mnie do postawienia pytania: Czy przedsiębiorca może cierpieć na depresję?

15 lat temu obejrzałem niezły film „Depresja gangstera” ze świetną rolą Roberta De Niro. Gangster Paul Vitti ma przejąć rodzinną „działalność gospodarczą” i … zaczynają się problemy oraz niespodziewane objawy, takie jak np. ataki płaczu. Niezbyt znany psychiatra dr Ben Sobal próbuje mu pomóc. I tak jak w każdej kryminalnej komedii, mimo wielu perypetii mamy zakończenie z napisem „happy end”. Wówczas pojawiła mi się refleksja, że choroba nie wybiera i depresja może dosięgnąć nawet takiego twardziela, jakim był tytułowy bohater.

Temat depresji pojawiał się w kolejnych latach, aczkolwiek bieżące tematy polityczne, społeczne i czasami gospodarcze zdecydowanie go przysłoniły. Wyłomu dokonała 4 czerwca br. Justyna Kowalczyk, która opowiedziała o depresji, jej objawach, leczeniu i próbach powrotu do normalnego życia. Stwierdzenie „… bywały takie dni, gdy jedynym moim widokiem był sufit w pokoju. Gdy nie miałam siły ani chęci wstać z łóżka…” do głębi poruszyły i były trudne do połączenia z obrazem ambitnej, profesjonalnej i nade wszystko skutecznej sportsmenki. Także zmagania Olafa Lubaszenki z depresją i nadwagą obrazują wagę sprawy. „Wstanie z łóżka jest czasem ponad siły człowieka” - czytam w NEWSWEEKu (nr 25).

Agnieszka Sowa w tygodniku POLITYKA (nr 24) w artykule „Syndrom Justyny” maluje dość czarny obraz odbioru społecznego tej złożonej choroby. Połowa chorych nie leczy się bo … się wstydzi. Dopiero pierwsze próby samobójcze lub oznaki choroby uniemożliwiające normalne funkcjonowanie (np. spadek wagi, problemy ze snem, ciągły smutek, itd.) skutkują pierwszą wizytą u psychiatry. A wymaga to przełamania bariery społecznej negacji.

Przyczyn depresji – „choroby duszy”, jest wiele. Jedną z nich jest dłużej trwające napięcie związane z trudną sytuacją osobistą lub z problemami w pracy zawodowej.
Ta zaczerpnięta z internetu definicja skłania mnie do postawienia pytania:
Czy przedsiębiorca może cierpieć na depresję?


Czy problemy dnia codziennego, takie jak brak surowców do produkcji, nie zapłacone faktury przez odbiorców, brak środków na uregulowanie raty kredytu, stałe naciski pracowników oczekujących wyższego wynagrodzenia, nieprzewidziane kontrole skarbowe, nieudana inwestycja kapitałowa, sukces największego konkurenta– czy mogą być przyczyną depresji przedsiębiorcy?

Przed moimi oczami pojawiają się mali i średni przedsiębiorcy, z którymi miałem przyjemność ostatnio współpracować. Szukali recepty na swoje problemy biznesowe, sposobu na pozyskanie środków finansowych w kryzysowej sytuacji w firmie, wreszcie aby sprzedać źródło swoich dotychczasowych sukcesów, a teraz trosk i problemów. Czy specjalista psychiatra rozpoznałby objawy depresji? Pewnie w bardzo wielu przypadkach - TAK.

Warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. Zarówno przedsiębiorcy zatrudniający setki pracowników, jak i start-upowcy, pod wpływem otoczenia społecznego i biznesowego w sytuacji braku sukcesów, po wpadkach inwestycyjnych, po porażkach we własnych firmach, mogą wymagać tak jak inne grupy społeczne specjalistycznego wsparcia medycznego. Dotyczy to zarówno właścicieli firm, prezesów, dyrektorów, jak i „samozatrudnionych” – właścicieli jednoosobowych przedsiębiorstw.

Drugi aspekt to wsparcie dla przedsiębiorców w tarapatach.Po 25 latach funkcjonowania wolnego rynku w Polsce już wiemy, że niektóre przedsięwzięcia gospodarcze, mimo starań i wysiłków, kończą się fiaskiem. Tak jest i tak będzie. Jednakże przedsiębiorca nie odpowiada wyłącznie przed sobą. Sportowiec, aktor czy piosenkarz najczęściej sam ponosi konsekwencje depresji. Media śledzą każdy ich krok i efekty starań zmiany stanu psychiki oraz prób wyrwania się z fazy obojętności, bezsilności i smutku. Właściciel firmy zapadający w depresję to zagrożenie pogorszenia się sytuacji jego pracowników, ich rodzin, dostawców, odbiorców, itd. Jego stan zdrowia przenosi się na firmę i bardzo często obserwujemy efekt kuli śnieżnej. Finałem nierzadko jest upadłość. Stąd w interesie wszystkich jest wsparcie podmiotów gospodarczych w kryzysowych momentach. I stale wraca temat umożliwienia przedsiębiorcy wdrożenie działań restrukturyzacyjnych, sanacji firmy, modyfikacji modelu biznesowego – zmian chronionych parasolem przepisów prawa.

Przedsiębiorcy wiedzą, że dzisiaj nie mają wyboru – muszą być innowacyjni. Wiedzą także, że będąc innowacyjnymi zwiększają ryzyko swojego biznesu i w związku z tym oczekują prawa, które ułatwi im działanie w przypadku porażki. I wówczas zapewne rzadziej będziemy spotykać sfrustrowanych, wpadających w gniew, czy wyalienowanych przedsiębiorców. Apel o pilne wdrożenie nowego prawa restrukturyzacyjnego jest jak najbardziej na czasie. Tego aktu oczekują przedsiębiorcy, którzy rozważają innowacyjne projekty, również te finansowane ze środków unijnych z nowej perspektywy 2014-2020.

P.S. Relatywnie długa przerwa w publikowaniu moich felietonów nie była spowodowana depresją, lecz działaniami restrukturyzacyjnymi w firmie, co zapewne uchroniło mnie od tej choroby.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PsychologiaPrzedsiębiorcy
Skomentuj