Upadajmy z klasą!

Pierwszy kwartał 2013 roku to 234 ogłoszone upadłości przedsiębiorstw, z tego 182 podmioty wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego (KRS). Wielkości, które były prognozowane, co oznacza, że dotychczasowe trendy pozostają bez zmian. To cieszy i martwi.

Cieszy nas fakt, że co roku powstaje coraz więcej przedsiębiorstw. W pierwszym kwartale 2013 roku podjęło działalność prawie 8000 firm, które zarejestrowały się w KRS. Z grona podmiotów prawa handlowego 884 podjęły decyzję o likwidacji, zaś 182 upadły. Kryzys jak widać nie szkodzi naszej aktywności i Polacy szukają nowych wyzwań biznesowych. To cieszy.



Martwi liczba upadłości likwidacyjnych w Polsce. Stopniowo akceptujemy, że firmy mają prawo do porażek biznesowych. 1000 firm rocznie w Polsce – warto porównać to do 30 000-50 000 firm, które co roku upadają w Niemczech czy Francji. Gospodarki tych państw są silne, a otoczenie akceptuje, że nie wszystkie podmioty trwają wiecznie i że po prostu biznes może nie wypalić. Kilka procent lub więcej firm w krajach „starej” Unii Europejskiej kończy działalność ogłoszeniem upadłości. Postępowanie upadłościowe jest sprawnie przeprowadzane, a jego celem jest spłata wierzycieli i niedopuszczenie do tego, aby w otchłań upadłości zostały wciągnięte kolejne firmy.

Bez wątpienia odpowiedzialny musi być sam przedsiębiorca, który po zauważeniu negatywnych zjawisk w prowadzonej firmie podejmuje działania sanacyjne. Wachlarz jest szeroki – począwszy od restrukturyzacji kosztów, poprzez wdrożenie nowego modelu biznesowego, po zawarcie układu z wierzycielami. Najgorszym rozwiązaniem jest bezczynność i dalsze zadłużanie, czyli w efekcie stwarzanie realnych finansowych problemów partnerom biznesowym.

Bardzo wielu przedsiębiorców nie posiada środków w firmie, aby pokryć początkowe koszty postępowania upadłościowego, czyli wnioski zostały złożone zbyt późno. Zaledwie w przypadku 21,5% złożonych wniosków skutecznie została ogłoszona upadłość. To martwi.

Czytam jeden z dzienników gospodarczych. Informacja o upadłości likwidacyjnej znanej spółki. Cztery miesiące trwały próby zawarcia układu z wierzycielami. Przy braku porozumienia sąd postanowił ogłosić upadłość likwidacyjną. Czytam wypowiedź prezesa: „… dług bankowy Spółki wynosi 7-8 mln zł, a wierzycielom zewnętrznym Spółka jest winna 3-4 mln zł”. Za 2011 rok przychód 10 mln zł, za 9 miesięcy 2012 roku – 6,4 mln zł. Spółka jest dłużna wierzycielom 3-4 mln zł i tej kwoty raczej szybko (o ile w ogóle) nie spłaci. Czyli odejmując koszty wynagrodzeń, które zapewne były bieżąco regulowane, 3-4 mln zł to prawdopodobnie kilkunastu lub kilkudziesięciu wierzycieli, dostawców, którzy zapewne już od roku nie otrzymują zapłaty i borykają się z płynnościowymi problemami.

Nasuwa się przykry wniosek – „topimy” naszych kontrahentów przyjmując, że jakoś sobie poradzą, gdy my im nie zapłacimy.

Patrząc na upadki gigantów budowlanych w 2012 roku nie można pominąć efektu domina. Setki firm w tarapatach, a trzeba pamiętać, że definicja niewypłacalności jest następująca (zgodnie z Ustawą Prawo Upadłościowe i Naprawcze, art. 11 ust.1): dłużnika uważa się za niewypłacalnego, jeżeli nie dokonuje swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Czyli czytając wprost – już dwie nie zapłacone w terminie faktury, o ile przekraczają 10% wartości firmy, powinny skłonić do rozważenia złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości lub wdrożenia postępowania naprawczego. Także w celu ochrony partnerów biznesowych. O ile zrobimy to na czas, wówczas możemy mówić o upadaniu z klasą.
Trwa ładowanie komentarzy...