Nie tylko do fotela, lecz również do autobusu, samochodu, w każdej wolnej chwili. Książka nie tylko w papierze ale i na tablecie. Musimy pamiętać, że dziś oferta książki elektronicznej w zasadzie pokrywa się z tą tradycyjną. Dziesiątki, setki książek na jednym urządzeniu - najlepiej wypożyczane, bo przecież oszczędzamy na każdym kroku. A gdy oczy trzeba skupić na drodze - książka słuchana, czyli audiobook. W aucie, w autobusie, w trakcie biegania, z odtwarzacza czy ze słuchawek – czyli słuchanie powieści równolegle do wykonywania innej czynności. Czy oznacza to mniej refleksyjną atmosferę w porównaniu z doznaniami mojej Babci? W gruncie rzeczy wiele zależy przecież od nas – z pewnością zaś pozwala nam to wygospodarować więcej czasu na „połykanie” kryminałów, czy nadrabianie zaległości z poprzednich lat. Czasu, którego tak bardzo na co dzień brakuje.
Dopiero, gdy zaczniemy słuchać książek zdamy sobie sprawę, jak wielki potencjał czasu kryje się w codziennie wykonywanych czynnościach. Co najmniej 20-30 godzin miesięcznie dojeżdżając do pracy. Dla części z nas 5-20 godzin w czasie treningów biegowych. Kolejne godziny spędzone na sprzątaniu, gotowaniu, remontowaniu, wędkowaniu, spacerowaniu etc. 40 godzin miesięcznie to już co najmniej trzy powieści. I oto rysuje się wyzwanie przed branżą wydawniczą, Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytutem Książki i innymi instytucjami wspierającymi rozwój czytelnictwa. Trzy powieści miesięcznie – i to niezależnie czy w „papierze” czy w wersji elektronicznej - to 60 - 90 zł. Prosty rachunek daje sumę 700 - 1.000 zł rocznie. W porównaniu z 19.44 zł to nie przepaść. To otchłań.
Warto postawić pytanie o równowagę pomiędzy budżetem czytelnika a oczekiwaniami wydawców. Myślę, że jeśli nie pojawi się jakaś propozycja – zapewne ze strony MKiDN - to rynek będzie docierał się jeszcze przez wiele, wiele lat.
Tytułem przykładu - dziś wydawnictwa oraz firmy dystrybucyjne dyskutują, jaki wdrożyć model wypożyczania książki elektronicznej. Pożądany jest moderator dla tej dyskusji. Korzyści jawią się dla wszystkich – dla państwa i kultury polskiego społeczeństwa, dla czytelników/słuchaczy, dla autorów, redaktorów, tłumaczy, wydawców. Wspomniane na wstępie 19.44 zł to wysoce niezadowalająca kwota - ale też dobry punkt wyjścia, umożliwiający przyrosty rzędu kilkuset procent rocznie.
Czego potrzeba? Zbudowania mostu? Modelu biznesowego między czytelnikami a wydawcami? Pomysłu na dotarcie z książką elektroniczną do przeciętnego Kowalskiego? Wywołania potrzeby i dumy z czytania – na wzór „rozbieganej” i „roztańczonej” Polski?
