O autorze
Od euforii lat 90-tych, po okresy hossy i kryzysów, od prowadzenia ksiąg podatkowych właścicielom straganów na Rynku Jeżyckim w Poznaniu, poprzez pierwsze prywatyzacje, liczne restrukturyzacje, Wprowadzenie DGA na giełdowy parkiet, sprzedaż Stoczni Gdańsk, powołanie Grupy Energetycznej ENEA, czy wsparcie 8.000 zwolnionych pracowników Stoczni Gdynia i Szczecin, setki, tysiące projektów doradczych, Po 25 latach - z paletą doświadczeń biznesowych, z dystansem do zmian w otoczeniu i bazą wiedzy o zachowaniach przedsiębiorców, postanowiłem odnieść się do obecnych zjawisk w polskiej gospodarce.

Więcej o mnie na:
www.sanacjafirm.pl
www.dga.pl
LinkedIn

Polacy biegają, gotują…i nie czytają!

Niepokojący obraz polskiego czytelnictwa, zauważalny w analizach Biblioteki Narodowej, badaniach Gazety Wyborczej, czy w kontrowersyjnym felietonie Kai Malanowskiej, w gruncie rzeczy nie dziwi. Uwagę przykuwa suma 19.44 zł – dokładnie tyle w ciągu roku wydaje na książki statystyczny Polak. Oznacza to nie mniej ni więcej niż to, że 6 z 10 Polaków nawet jej nie dotknęło.

Oczekujemy, że podobnie jak nasi dziadkowie, rodzice – rozsiądziemy się w fotelu z lampką wina i pogrążymy się w lekturze wśród domowego zacisza. Porównując świat mojej Babci (która „połykała” zasoby biblioteczki) z dzisiejszymi czasami, nie pomylę się twierdząc, że żyjemy 10 razy szybciej. Atakowani setkami tematycznych kanałów telewizyjnych, wypełnionych po brzegi hollywoodzkimi produkcjami, serialami i ciekawymi meczami. Milionami stron internetowych czekających na nasze odwiedziny. Wreszcie praca. Nie 8 godzin i 30 minut przeznaczone na dojście do niej, a 10-12 godzin i 60-90 minut na dojazd. Zupełnie inne realia – stąd też i książka musi być „podana” inaczej.



Nie tylko do fotela, lecz również do autobusu, samochodu, w każdej wolnej chwili. Książka nie tylko w papierze ale i na tablecie. Musimy pamiętać, że dziś oferta książki elektronicznej w zasadzie pokrywa się z tą tradycyjną. Dziesiątki, setki książek na jednym urządzeniu - najlepiej wypożyczane, bo przecież oszczędzamy na każdym kroku. A gdy oczy trzeba skupić na drodze - książka słuchana, czyli audiobook. W aucie, w autobusie, w trakcie biegania, z odtwarzacza czy ze słuchawek – czyli słuchanie powieści równolegle do wykonywania innej czynności. Czy oznacza to mniej refleksyjną atmosferę w porównaniu z doznaniami mojej Babci? W gruncie rzeczy wiele zależy przecież od nas – z pewnością zaś pozwala nam to wygospodarować więcej czasu na „połykanie” kryminałów, czy nadrabianie zaległości z poprzednich lat. Czasu, którego tak bardzo na co dzień brakuje.

Dopiero, gdy zaczniemy słuchać książek zdamy sobie sprawę, jak wielki potencjał czasu kryje się w codziennie wykonywanych czynnościach. Co najmniej 20-30 godzin miesięcznie dojeżdżając do pracy. Dla części z nas 5-20 godzin w czasie treningów biegowych. Kolejne godziny spędzone na sprzątaniu, gotowaniu, remontowaniu, wędkowaniu, spacerowaniu etc. 40 godzin miesięcznie to już co najmniej trzy powieści. I oto rysuje się wyzwanie przed branżą wydawniczą, Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytutem Książki i innymi instytucjami wspierającymi rozwój czytelnictwa. Trzy powieści miesięcznie – i to niezależnie czy w „papierze” czy w wersji elektronicznej - to 60 - 90 zł. Prosty rachunek daje sumę 700 - 1.000 zł rocznie. W porównaniu z 19.44 zł to nie przepaść. To otchłań.

Warto postawić pytanie o równowagę pomiędzy budżetem czytelnika a oczekiwaniami wydawców. Myślę, że jeśli nie pojawi się jakaś propozycja – zapewne ze strony MKiDN - to rynek będzie docierał się jeszcze przez wiele, wiele lat.

Tytułem przykładu - dziś wydawnictwa oraz firmy dystrybucyjne dyskutują, jaki wdrożyć model wypożyczania książki elektronicznej. Pożądany jest moderator dla tej dyskusji. Korzyści jawią się dla wszystkich – dla państwa i kultury polskiego społeczeństwa, dla czytelników/słuchaczy, dla autorów, redaktorów, tłumaczy, wydawców. Wspomniane na wstępie 19.44 zł to wysoce niezadowalająca kwota - ale też dobry punkt wyjścia, umożliwiający przyrosty rzędu kilkuset procent rocznie.

Czego potrzeba? Zbudowania mostu? Modelu biznesowego między czytelnikami a wydawcami? Pomysłu na dotarcie z książką elektroniczną do przeciętnego Kowalskiego? Wywołania potrzeby i dumy z czytania – na wzór „rozbieganej” i „roztańczonej” Polski?
Trwa ładowanie komentarzy...